27 najlepszych momentów sezonu 2018/19 [1/2]

Długi sezon A-League dobiegł końca. Czternasta edycja dla każdej z ekip była rozpędzoną huśtawką nastrojów. W trakcie 27 kolejek wszyscy byliśmy świadkami wydarzeń nietypowych, spektakularnych i znaczących, choć często niepozornych. Przy zachowaniu chronologii wymieniamy 27 najlepszych momentów sezonu zasadniczego 2018/2019.

Keisuke Honda trafia w debiucie

Fani i działacze odetchnęli. Keisuke Honda pokazał, że do Australii przyjechał grać, a nie prowadzić ekspansję swoich biznesów na Oceanię. Pierwszy gol na boiskach A-League nie padł przez proste przyłożenie nogi, tylko przeskoczenie dwójki doświadczonych defensorów City. Znakomita dyspozycja japońskiej gwiazdy pozwalała myśleć, że miliony wspólnie wydane przez Victory i FFA zwrócą się w wynikach i marketingu.

Japończyk dał nie tylko boiskową jakość. 20 meczów, 7 asyst i 7 goli. Kontakt z piłką średnio co 57 sekund. Statystyki byłyby bardziej imponujące, gdyby nie uraz w środku sezonu. Przyjście Hondy było świetnym ruchem marketingowym. O połowę wzrosła oglądalność spotkań Melbourne w Azji, a klubowe gadżety dawno nie schodziły tak szybko z półek.


Markus Babbel dostaje czerwoną kartkę

Były obrońca Bayernu Monachium od 12 lat nie zobaczył żadnej kartki od sędziego. Nigdy nie musiał opuszczać boiska podczas pobytu w Premier League i niemieckiej Bundeslidze, gdzie zakończył karierę w koszulce Sttugartu. W swoim drugim meczu w roli trenera Wanderers został wyrzucony z boiska za protesty po interwencji VAR, gdy cofnięto trafienie Roly’ego Bonevacci. Kartki w A-League wprowadzono w zeszłym sezonie (rekordzistą jest Marco Kurz z Adelajdy), ale nigdy jeszcze nie pokazano koloru czerwonego.


Jamie Young dostaje podwójną obronę sezonu

Gdyby po tej kolejce zdobywca statuetki Dolan Awards dla najlepszego bramkarza minionego sezonu wyjechał na wakacje, to prawdpodobnie w maju wciąż byłby autorem najbardziej spektakularnej parady w czternastej edycji A-League. „Kiedy robisz taką obronę, to wiesz, ile kryje się za nią pracy na treningach.” – powiedział Young dla The Courier-Mail. I stał się paradoks. 71 straconych goli w sezonie przez Roar umieściło go na drugiej lokacie pod względem najczęściej wyjmujących piłkę z siatki bramkarzy w historii A-League.


Thomas Doyle trafia w mewę


Thomas Doyle trafia dwukrotnie do własnej bramki

Defensora Phoenix można uznać za najbardziej pechowego gracza pierwszych kolejek. Tydzień wcześniej trafił w mewę, a w piątej kolejce odebrano mu nawet autorstwo drugiego gola samobójczego w meczu. Przy pierwszym trafieniu do siatki Filipa Kurty nikt nie miał wątpliwości, za to kolejne przypisano już Kenowi Ilso, chociaż to Doyle odpowiadał za skierowanie jej do bramki. 26-latek po 5 kolejkach był najskuteczniejszym zawodnikiem Wellington pod względem trafień do jakiejkolwiek siatki.


Zamieszanie nad nieprzytomnym Stefanem Maukiem


Wellington Phoenix po 45 minutach wygrywa 3:0 z Sydney FC.

Phoenix zawiesiło na moment rzeczywistość, w której znajdowała się A-League. Przed starciem z Sydney zdołali przywieźć zaledwie punkt z ośmiu ostatnich wyjazdowych spotkań. Wynik po końcowym gwizdku sędziego nie miał prawa się wydarzyć.

Ostatnim zespołem, który zdołał wbić 3 gole do siatki Sky Blues w ciągu jednej połowy, było… Wellington ponad 3 lata temu. Dla Roy’a Krishny wygrana nad aktualnymi mistrzami sezonu zasadniczego była zwieńczeniem intensywych dni. Kolejkę wcześniej został najlepszym strzelcem w historii nowozelandzkiego klubu, a niedługo później przyjął obywatelstwo Nowej Zelandii. Sky Blues po 7 kolejkach czternastego sezonu skompletowali najniższą ilość punktów (11) od edycji 2012/2013.


Vedran Janjetovic opuszcza boisko z czerwoną kartką po interwencji poza polem karnym

Rzadko się zdarza, by w swoim 150 występie w A-League pomylić nożną z ręczną. Po 11 latach kariery doświadczony bramkarza zobaczył pierwszą czerwień od sędziego. Czerwona kartka doświadczonego golkipera za rękę w niedozwolonym miejscu i przymusowe zejście Baumjohanna zmusiło Wanderers do głębokiego cofnięcia się i przetrwania meczu z jak najmniejszymi stratami.

Z fabularnego twistu skorzystał Alex Brosque. Kapitan Sky Blues po 161 dniach od opuszczenia Australii przez Adriana Mierzejewskiego został samodzielnym królem derbów z 5 trafieniami. Potrzebował do tego 12 derbowych starć, Polak z kolei tylko dwóch.


Kibice Mariners wywieszają baner z liczbą dni bez zwycięstwa

W historii A-League nigdy nie zanotowano jeszcze przekroczenia psychologicznej bariery 300 dni bez wygranej któregoś z klubów. Mariners w tamtym czasie pozostawali bez zwycięstwa od 11 miesięcy, a przeciwko sobie mieli nawet przepisy gry. Tamte derby autostrady M1 zakończyli w niepełnym składzie. Aiden O’Neill nie mógł dograć meczu z powodu urazu, a Mike Mulvey zdążył już wykorzystać wszystkie zmiany. 


Tomislav Mrcela testuje wytrzymałość bramek w A-League


Hat-trick Alexa Brosque w 15 minut

Przekonanie kapitana Sydney do jeszcze jednego sezonu spędzonego na boisku okazało się tajną bronią.


Mariners wygrywa po 327 dniach

Kiedy w 89 minucie spotkania między Central Coast a Melbourne City (16 stycznia), kapitan gospodarzy Matt Simon nie potrafił pokonać Eugene’a Galekovicia z rzutu karnego przy stanie 1:1, kibice na moment ukryli twarz w dłoniach. Ich ekipa starała się, walczyła jak nigdy, nawet objęła prowadzenie (Pain w 32 minucie). A wszystko po to, by w końcówce odebrał je ich były zawodnik, Lachlan Wales.

Od pewnego czasu fanklub Marynarzy zaczął przynosić na stadion w Gosford nieco prześmiewczy baner, na którym odliczał dni od ostatniego zwycięstwa swoich ulubieńców. Licznik wskazywał 327, kiedy Matt Simon dobiegł do obronionej jedenastki przez Galekovicia i z dobitki wyprowadził Central Coast na sensacyjne prowadzenie. Skazywani na pożarcie, mający się modlić o jak najniższy wymiar kary zawodnicy trenera Mulveya wreszcie wygrali, czym zresetowali zegarki swoich kibiców.

Po zwycięstwie zabawa na stadionie nie miała końca, a zarówno piłkarze, sztab szkoleniowców, jak i ludzie na trybunach świętowali tak, jakby przed chwilą zdobyli co najmniej mistrzostwo kraju. Przy okazji potwierdziła się hipoteza stawiana przez australijskich naukowców, jakoby Melbourne City byli najbardziej prawdopodobną ekipą do zaliczenia gigantycznej wtopy, kiedy wszystko idzie po ich myśli.


Wanderers od 3:1 w 80 minucie do 3:4 po pięciu minutch z Glory

Gdyby fenomen odrabiania strat w piłce australijskiej nazwać tytułem pseudonaukowym, byłoby to pewnie coś na wzór “remontady kangurów”, gdyż goniący potrzebują z reguły raptem kilku akcji na przestrzeni paru minut, aby znokautować prowadzących. Piłkarze WSW w tym sezonie podkręcili tę nazwę, zamieniając sympatyczne kangury z twierdzenia na nazwę własnej ekipy.

13 stycznia w Perth przeprowadzano ostateczny dowód, gdy Glory ruszyło w 77 minucie do obrócenia wyniku 1:3 na swoją korzyść. Wcześniej oddział małolatów (Suman, Russell, Mordokoutas, Baccus, O’Doherty, Majok) pod wodzą Markusa Babbela niespodziewanie objął prowadzenie 2:0. Na 13 minut przed końcem ponownie, mimo straty jednego gola, uzyskali 2 trafienia przewagi.

Biegu wydarzeń po 8 minucie nie można nazwać inaczej jak fenomenem. Świetnie grający Wanderers zaczęli popełniać głupie błędy, a na sam koniec ich kapitan sprokurował niepotrzebny rzut karny, po którym miejscowi zgarnęli 3 punkty. Ta “remontada” musiała zostać w głowach czerwono-czarnych, bo po paru kolejkach w identyczny sposób przegrali na wyjeździe z Melbourne City.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *