5 najlepszych momentów w rundzie finałowej A-League 17/18

Każdego roku przez piłkarską Australię przetacza się dyskusja nad formatem rozgrywek i wyższością sezonu zasadniczego nad rundą finałową, lub odwrotnie. W trzynastej edycji A-League koronnym argumentem stała się sama seria finałowa, która dostarczyła scen, jakich dawno nie widziano na australijskich boiskach.


Gdyby porównać obie części sezonu 17/18 do Mistrzostw Świata, to Sydney FC byłoby Hiszpanią w okolicach 2008 roku, o której mówiło się ”Grają jak nigdy– przegrywają jak zawsze”. Zawodnicy Grahama Arnolda zatrzymali się po wyjściu z grupy (sezon zasadniczy), więc sceptyczni wobec rundy finałowej w tym roku pozostali wyłącznie fani Błękitnych. Wszyscy pozostali kibice byli świadkami 5 kultowych momentów, o których będą powstawać anegdoty.

5. Lawrence Thomas zatrzymuje w finale Newcastle Jets

Kojarzycie twarz Rocky’ego Balboa po każdej z walk w jakiejkolwiek części „Rocky’ego”? Lawrence Thomas mógłby zagrać w kolejnym sequelu. Wystarczyło 45 minut, by na nienaruszonym fizys znalazły się dwa sporej długości bandaże, a w międzyczasie przyjąć na siebie cios karate O’Donovana, który dwa tygodnie po finale został ukarany absencją na 10 meczów nowego sezonu.

Thomas już w półfinale zablokował dostęp do swojej bramki na tyle skutecznie, że Adrian Mierzejewski do pomocy w jej sforsowaniu „zmuszał” zawodników Victory, którzy dwukrotnie pakowali piłkę między swoje słupki.

W finałowym spotkaniu dał popis na miarę medalu Marstona (najlepszego graczu meczu), co ostatni raz jakiemukolwiek bramkarzowi zdarzyło się w finale 10/11 (znany skądinąd Matthew Ryan). Thomas nie tylko zaniósł Victory na swoich plecach po 4 „sedes” w historii klubu, to jeszcze wstał po dwóch nokautach. A w 30 minucie spotkania dosłownie zatrzymał Newcastle Jets.


4. Terry Antonis wychodzi z piekła i wstępuje do nieba w dogrywce z Sydney

Nawet najlepiej opłacany scenarzysta hollywoodzkich hitów nie wymyśliłby fabuły, jaka rozegrała się na Allianz Stadium. Półfinałowy Big Blue miał wszystkie niezbędne elementy konieczne do tego, by mógł zostać anegdotą wspominaną w Australii po latach. W roli głównej, lub ekstraktu całego starcia, wystąpił Terry Antonis, który w ciągu 12 minut wstąpił do piekła, by skończyć noszony na rękach.
Na moment przed użyciem sędziowskiego gwizdka, kończącego spotkanie, wpakował piłkę do własnej siatki, a kilka chwil później zdecydował się na samotny, rozpaczliwy wręcz rajd z połowy boiska w stronę Andrewa Redmayne’a, by ostatecznie zapisać się w historii A-League.


3. Adrian Mierzejewski zmusza Victory do dogrywki w 96 minucie

A-League nie brało jeńców. Gdy sędzia podnosił już gwizdek do ust, by zakończyć półfinałowy Big Blue, Adrian Mierzejewski wkroczył cały na biało. Polak, odpowiedzialny za 55% bramkowych akcji zespołu w sezonie zasadniczym (gole i asysty różnego stopnia) musiał ratować się trafianiem do siatki Victory przy pomocy… zawodników Melbourne.
Dwie samobójcze bramki jednego zespołu zdarzyły się w historii A-League dopiero po raz szósty. W półfinale piłkę za linię bramkową umieszczali wyłącznie gracze Kevina Muscata, niezależenie od tego, czy chodziło o własną, bądź przeciwną bramkę.


2. Besart Berisha wprowadza przewrotką Victory do półfinału

W sezonie zasadniczym zespoły podzieliły się remisem i po jednym zwycięstwie dla każdej ze stron. Ekipa Kevina Muscata, żeby Adelajdę skrzywdzić w ćwierćfinałowym spotkaniu, musiała porwać się na coś ekstra, wyczyn magiczny. By stanąć w półfinale naprzeciwko Adriana Mierzejewskiego – na moment przed odgwizdaniem dogrywki – wyprodukowali przedniej urody gola autorstwa tego, który może i jest już w słusznym wieku, nie biega jak dawniej, i marnuje setki, ale odpala wtedy, gdy Victory najbardziej tego potrzebuje.

Besart Berisha swoim akrobatycznym trafieniem skradł nagłówki, ale i zrównał się pod względem ilości bramek (10) w play-offach z dotychczasowym rekordzistą, byłym zawodnikiem Victory, Archiem Thompsonem.


1. Riley McGree z kultowym skorpion-kickiem

Jeśli ćwierćfinały australijskich rozgrywek piłkarskich uznano za szczytową formę A-League, to o półfinałach w lidze na piątym kontynencie mówiło pół świata. Każdy, kto nie mieszkał w jaskini, lub miał dostęp do internetu, prawdopodobnie widział rzadkiej urody trafienie z 16 metrów piętą przez Rileya McGree. Skorpion 19-latka w błyskawicznym tempie obiegł social media na całym globie, z miejsca ustawiając byłego gracza Adelajdy i Club Brugge w roli faworyta do nagrody Puskasa i autora najsłynniejszej bramki na boiskach A-League w historii. Wszyscy byliśmy jak Dean Bouzanic spoglądający na piłkę zmierzającą po historycznego gola.

Zdjęcie: a-league.com.au

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *