Melbourne Victory – Sydney FC #A-L1

Każdy fan australijskiej piłki na wzmiankę o El Clásico reaguje wzruszeniem ramion, a przy próbie rozmowy na temat kolejnego pojedynku United – Liverpool dyskretnie próbuje wyjść z pokoju. The City Derby swoją medialnością ustępują największym klasykom europejskim, co nie znaczy, że spotkania między trzykrotnymi mistrzami Australii przebiegają w piknikowej atmosferze.

W przedmeczowych zapowiedziach kolejnego The Big Blue odmieniano przez wszystkie przypadki określenie „wielki rewanż”. Równo 5 miesięcy wcześniej Alex Brosque podnosił A-League Trophy (wariacja na temat wieńca laurowego), gdy po rzutach karnych Sydney zostało zwycięzcą Grand Final.
Po międzysezonowej przerwie w obu ekipach pozostały fundamenty podtrzymujące konstrukcję zespołów. Przeciwko sobie znów stawali Besart Berisha i Bobô, a zmiany w składach wymusiły reprezentacyjne obowiązki. Miloš Ninković i Brosque nie musieli przepychać się z Jamesem Troisi, który dostał powołanie na Syrię.
W trakcie lata do Europy wyjechali dwaj główni aktorzy finałowych karnych. Danny Vukovic, który zatrzymał strzał Marco Rojasa, wybrał słupki beglisjkiego Genk. Z kolei nowozelandczyk znalazł się w sąsiedniej Holandii i tamtejszym Heerenveen.

Na murawie Etihad Stadium


Po 90. minutach żadna z ekip nie wytłumaczyła jasno, czy któraś z nich umieści w swoich klubowych gablotach jeszcze jedno trofeum. Na papierze Sydney wygląda na zespół zdolny do powtórzenia passy Brisbane z lat 2010-2012, gdy dwukrotnie zdobywali ligę. Z kolei Kevin Muscat posiadał wiarygodne alibi, nie mogąc skorzystać też z Kosty Barbarousesa i Marka Milligana, który wrócił z Emiratów Arabskich. Obaj pomagali swoim krajom w dostaniu się do Rosji. W całym spotkaniu ekipa z Melbourne nie oddała nawet jednego trafienia, które sprawiłoby, że Andrew Redmayne choć na moment mógł przestać być ciernym obserwatorem.

W 52. minucie Luke Wilkshire po sprytnej wymianie piłką z Ninkoviciem uwolnił się spod opieki Jasona Gerii i ruszył skrzydłem w stronę bramki Lawrence’a Thomasa. Wrzutka zaplanowana na Alexa Brosque minęła się delikatnie z zawodnikiem i trafiła pod nogi Thomasa Denga, który instynktownie skierował piłkę do swojej siatki. Odwrotna sytuacja miała miejsce podczas Australia Day w 2016 roku, gdy Matt Jurman z Sydney pokonał własnego bramkarza po dośrodkowaniu przez Barbarousesa.

Niecałe 5 minut później widowiskowym podaniem zza pleców Ninkovic znów uruchomił Luke’a Wilkshire’a, których wychodząc na czystą pozycję posłał futbolówkę w stronę Thomasa, który zdołał odbił strzał w bok.

75 minut Adriana Mierzejewskiego


Adrian Mierzejewski zaczynał na Antypodach z zupełniej innej pozycji, niż Marcin Budziński. W przedsezonowych zapowiedziach były gracz Al Sharjah od samego początku ustawiany był w roli jednego z filarów Sydney. Dobrymi słowami, podkreślając pracowitość naszego rodaka, dzielił się Graham Arnold. Australijski dziennik The Daily Telegraph w swoim internetowym wydaniu umieścił Adriana na 4. pozycji wśród 50. najlepszych graczy A-League na sezon 17/18. Zauważono też liczbę występów Mierzejewskiego w polskiej reprezentacji w latach 2010-2013. Z kolei Budziński w mediach wywoływał głównie zaskoczenie swoim kontraktem w City jako „marquee player„.
Pierwszy test na australijskich boiskach Mierzejewski przeszedł pod koniec sierpnia w 1/8 finału FFA Cup przeciwko Bankstown Berries. W 71. minucie zastąpił Ninkovicia, a w doliczonym czasie pewnie wykorzystał jedenastkę, ustalając wynik na 0:3 dla Sydney.

W 25. minucie The City Derby po długim przerzucie Ninkovicia nasz rodak mógł sprawić, że na polskich portalach sportowych zawitałaby w nagłówkach Australia. Nie zdecydował się jednak na bezpośredni strzał, a przejęcie piłki i krótki bieg na bramkę dały czas Lawrence Thomasowi na ustawienie się w bramce i zatrzymaniu strzału Adriana. Był to jedyny celny strzał w stronę bramki aż do 54 minuty, gdy piłkę do własnej siatki wpakował dwudziestoletni Thomas Deng. Poza okazją z 1. połowy szkoda niewykorzystanej przez Bobô wrzutki z 56. minuty, którą Mierzejewski wykonał zewnętrzną stroną stopy z kąta pola karnego.

Wokół Adriana (na koszulce zdecydował się umieścić własne imię, podobnie jak Kuba Błaszykowski w Borussi) sporo się działo. Ninkovic, który miał obecnością Polaka zyskiwać więcej przestrzeni dla siebie, mógł momentami wkraczać, by odciążyć nowego kolegę. Nowy transfer Sydney to pewniak na wyjściowe jedenastki i nie trzeba zasłaniać się przy tym patriotyzmem wobec naszych. Wiek Adriana może blokować zainteresowanie Adama Nawałki, ale na wszelki wypadek powinien zwrócić uwagę na Australię.

Skrót Melbourne Victory – Sydney FC


Okiem Internetu


Szczegóły spotkania


Hyundai A-League – Kolejka 1
Melbourne Victory 0 – 1 Sydney FC (Deng 5′ sam.)
Po pierwszej połowie: 0:0
Czas: 10:50 (polski czas)
Stadion: Etihad Stadium, Melbourne
Ilość widzów: 24,804

Melbourne Victory: 20. Lawrence THOMAS (Br), 2. Jason GERIA, 4. Rhys WILLIAMS, 6. Leigh BROXHAM, 8. Besart BERISHA, 11. Mitch AUSTIN (31. Christian THEOHAROUS 83’), 14. Thomas DENG, 17. James DONACHIE, 21. Carl VALERI, 23. Jai INGHAM, 41. Leroy GEORGE (16. Josh HOPE 65’).

Rezerwa: 1.Matt ACTON (Br), 19. Pierce WARING, 22. Stefan NIGRO.

Żółta kartka: Valeri 58’, Austin 70’

Sydney FC: 1. Andrew REDMAYNE (Br), 4. Alex WILKINSON, 5. Jordy BUIJS, 6. Joshua BRILLANTE, 8. Paulo RETRE, 9. BOBÔ (22. Seb RYALL 89’), 10. Milos NINKOVIC, 11. Adrian MIERZEJEWSKI (17. David CARNEY 75’), 13. Brandon O’NEILL, 14. Alex BROSQUE (18. Matt SIMON 67’), 26. Luke WILKSHIRE

Rezerwa: 30. Tom HEWARD-BELLE (Br), 16. Anthony KALIK

Żółta kartka: Paulo RETRE

Zdjęcie: Sydneyfc.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *