Skrótem przez 6 kolejkę

Ta kolejka, w której Stefan Mauk po odzyskaniu przytomności dostał czerwoną kartkę. Szósty weekend z czternastą edycją A-League, 5 spotkań i 15 bramek

Krótko o meczach


  • Adelaide United – Brisbane Roar 2:1 (skrót)

    Halloran (43′, 49′) – Henrique (67′)

Ilość energii, którą wyprodukowali piłkarze obu ekip w 90 minut, oświetliłaby wieczór w powiatowym mieście gdzieś w Polsce. Tempa spotkania nie wytrzymali Adam Taggart i Eric Bautheac, którzy jeszcze w trakcie meczu trafili pod opiekę klubowych lekarzy, przysparzając Johnowi Aloisiemu sporo problemów ze skompletowaniem składu na nadchodzące starcie z Newcastle. Sędzia główny wyrzucił z boiska Taylora Regana, który w przepychance wszystkich ze wszystkimi próbował trafić w oko Stefana Mauka. Po dwudziestu minutach z boiska wyleciał sam Mauk, który dochodził do siebie po utracie przytomności po zderzeniu z Goodwinem.

Wygrana Adelajdy jest pierwszym meczem od startu sezonu, w którym wygrał gospodarz, niezależnie od tego, czy spotkanie odbywało się w Australii Południowej lub poza granicami stanu. Ekipę Marco Kurza do trzech punktów poprowadził Ben Halloran, który pod nieobecność nominalnych napastników został przesunięty na przód.

Dla fanów Brisbane Roar najbliższe dni będą oczekiwaniem na dobre wiadomości z gabinetów lekarskich. W poprzedni weekend zespół wygrał po raz pierwszy od pięciu tygodni, ale stracił dwa lub więcej goli w każdym z ostatnich siedmiu meczów wyjazdowych. Szans na więcej występów powinien dostać 20-letni Dylan Wenzel-Halls, który rozruszał Pomarańczowych po zejściu Bautheaca, notując swoją pierwszą asystę na boiskach A-League. Do Johna Aloisiego trafił przed sezonem po znakomitych występach w regionalnej lidze stanu Queensland.


  • Central Coast Mariners – Sydney FC 1:2 (skrót)

    Simon (16′) – Le Fondre (42′), O’Neill (65′)

Mariners kopało po ochraniaczach, kosiło trawę wślizgami, ale nie zdołało pozbawić punktów odbudowującego się Sydney. Mike Mulvey nadal pozostaje bez zwycięstwa w nowym sezonie, choć przeciwko Sky Blues w roli trenera osiągał przeciętnie 1,7 punkta na mecz. Ilość spotkań, w których ekipa z Gosford nie zdołała wyjść z punktami, mimo bardzo obiecujących perspektyw na ich zdobycie, staje się niepokojąca i wskazuje na poważny problem z koncentracją. Mariners nie stwarzają mnóstwa szans, a dobre okresy gry kończą się w momentach, gdy stracą gola, co niweczy całą ich ciężką pracę. W składzie nie znalazł się Ross McCormack, którego nieobecność stała się niezauważalna z chwilą trafienia Matta Simona. Dla kapitana Mariners było to pierwsze spotkanie przeciwko swojemu poprzedniemu klubowi, w którym spędził 3 lata i zanotował zaledwie 5 bramek, co było powodem żartów wśród fanów Sky Blues.

Sydney wygrało już dziesiąte starcie z ostatnich dwunastu spotkań z Mariners, choć styl wygranej był mało przekonujący. Na przestrzenii ostatnich kolejek pozwolili rywalom na oddanie zaledwie 15 strzałów, po których musiał interweniować Andrew Redmayne, tymczasem w Gosford oddali pole w statystykach. Zrozumiałe jest, że Sydney wciąż szuka własnego stylu po erze Grahama Arnolda, a okupowanie drugiej pozycji lekko usypia, jednak w sezonie, który już teraz jest wyrównanym, mało inspirująca gra może nie wystarczyć na czołówkę tabeli.


  • Melbourne Victory – Western Sydney Wanderers 4:0 (skrót)

    Honda (11′), Baena (31‚), Barbarouses (39′), Antonis (83′)

„Przedstawiam państwu… mistrzów Australii sezonu 2018/19.” – napisał po tym meczu na Twitterze Ray Gatt, znany sportowy dziennikarz z państwa kangurów i… trudno się z nim nie zgodzić. W sobotni poranek Victory pokazali klasę demolując Wanderers w każdym aspekcie, będąc zdyscyplinowanymi w defensywie oraz niezwykle kreatywnymi w ataku.

Pierwsze skrzypce w grze zespołu Kevina Muscata dzierżył oczywiście Keisuke Honda, który drogą wytyczoną przez Adriana Mierzejewskiego pewnym krokiem zmierza po tytuł najlepszego zawodnika ligi. Sposób, w jaki uwolnił się spod opieki przy bramce numer jeden, jak wysłał z powrotem do ligi juniorów” Josha Sotirio na prawym skrzydle i początek akcji na 4:0 mówią same za siebie. Z bardzo dobrej strony pokazał się, grający po raz pierwszy od początku meczu, Ola Toivonen. Szwed nawet stojąc wygrywał pojedynki główkowe, a błysnął również intelektem, gdy zamiast uderzać na bramkę w końcówce spotkania, przytomnie odegrał z pierwszej piłki do Terry’ego Antonisa, by ten ustalił wynik meczu.

Z drugiej strony widzieliśmy… chłopców, a nie mężczyzn. Tak o swoim zespole w przerwie meczu wyraził się Markus Babbel. WSW w obronie nie wychodziło zupełnie nic, a dwójka Elrich – Llorente dosłownie parodiowała grę defensywną. Najlepszym opisem nędzy i rozpaczy obrony Wanderers niech będzie zachowanie Brendana Hamilla przy golu na 0:4, gdy zamiast walczyć z rywalami, to przez połowę akcji truchtał, mając uniesioną rękę w górze i sygnalizując wyimaginowanego spalonego.

Gorzej, że prawdopodobnie nikt w samym zespole nie ma żadnego pomysłu na to, jak naprawić ten stan rzeczy. Babbel miał być receptą na bolączkę WSW na tyłach, lecz nawet on, gdy kamera uchwyciła jego twarz w okolicy 75. minuty, wyglądał na kompletnie bezradnego. W zespole narasta frustracja, czego odzwierciedleniem jest mowa ciała Oriola Riery. Największa gwiazda Zachodniego Sydney cały czas wyglądała na mocno zdenerwowaną, a jego wściekłość miała swoje apogeum, gdy prawie staranował Olę Toivonena po wznowieniu gry po jednym z goli. 

„Gramy, by nieść radość kibicom. Wygraliśmy 4:0, ale wciąż nie pokazaliśmy naszego maksimum. To raczej rywal był dziś wyjątkowo słaby. – podsumował starcie Keisuke Honda. 


  • Wellington Phoenix – Perth Glory 1:1 (skrót)

    Krishna (44′) – Castro (82′)

Distance Derby rządzi się swoimi prawami, nawet takimi, w których lider remisuje z przedostatnim w tabeli. Przed wylotem do Nowej Zelandii fani Glory rozpieszczeni czterema zwycięstwami widzieli już bezpieczną przewagę nad resztą stawki, tymczasem na boisku w Wellington długo nie mogli doczekać się jakichkolwiek strzałów. Chianese, Ikonomidis i Keogh (setny mecz w A-League) odbijali się od blokad ustawionych jeszcze przed polem karnym Phoenix.

Ekipa Marka Rudana bez kompleksów podeszła do starcia z drużyną, która ostatnio rozstawiałą wszystkich w tabeli. Na własnym podwórku atakowali z pewnością siebie, którą do tej pory nie ujawniali zbyt często. Płynna gra opłaciła się jeszcze przed przerwą, gdy Roy Krishna został najlepszym strzelcem w historii nowozelandzkiego klubu, kompletując 34 trafień.

Losy spotkania zmieniła obecność Diego Castro i interwencja VAR w postaci czerwonego kartonika dla Ryana Lowry’ego. Wejście Castro w 65 minucie wprowadziło dynamikę w zespole, a Phoenix zaczęło popełniać błędy. Hiszpan swoim trafieniem wysłał czytelny komunikat do wszystkich, którzy zdążyli już przekreślić jego wpływ na drużyę. Glory pod nieobecność kontuzjowanego lidera zdołało dotrzeć na szczyt, a powrót marquee do składu może sugerować, że drużyna z Australii Zachodniej nie osiągnęła jeszcze najwyższej wydajności.

Michał Kopczyński po raz pierwszy rozegrał całe spotkanie. Filip Kurto po groźnie wyglądającym starciu z Andym Keoghem musiał opuścić boisko w 17 minucie.


  • Melbourne City – Newcastle Jets 3:0 (skrót)

    McGree (2′), Brattan (45+3′), Wales (75′)

City przystępowało do pojedynku z Jets w atmosferze skandalu obyczajowego. Do mediów przedostały się informacje o chęci pozbycia się czołowych zawodników przez trenera Warrena Joyce’a. Na wylocie znajdują się Bruno Fornaroli oraz Luke Brattan. O ile pierwszy prawdopodobnie przeskrobał nieprofesjonalnym zachowaniem, o tyle decyzja na temat wypożyczonego z Manchesteru Brattana jest co najmniej dziwna, zwłaszcza, gdy strzela on takie gole jak w niedzielę rano. Pomocnik City tuż przed końcem pierwszej połowy przyjął na klatkę piersiową piłkę wybitą z pola karnego, a następnie uderzył ją z woleja pod poprzeczkę bramki Glena Mossa, podwyższając wynik na 2:0. W pierwszych minutach bramkę dla gospodarzy zdobył Riley Scorpion Kick” McGree.

Mimo wewnętrznych kłopotów, Błękitni zdawali się grać znacznie lepiej, niż ze swoim urugwajskim snajperem w składzie. Szybko wymieniali piłkę, dążyli do zdobycia kolejnych bramek, a nie bezcelowych podań między sobą. Bardzo dobry mecz rozegrał Lachlan Wales, który wyrasta powoli na następcę Daniela Arzaniego. Młody Australijczyk kilkukrotnie pokazał się umiejętnym dryblingiem, a także wstrzymaniem akcji, by w odpowiedni sposób przenieść jej ciężar w zupełnie inne miejsce. To, że do ideału jeszcze trochę brakuje, pokazał jego gol w samej końcówce, gdy niemalże zaprzepaścił okazję kiepskim przyjęciem.

Po drugiej stronie boiska Ernie Merrick prawdopodobnie rozpoczął już modły, by czas bez Roya O’Donovana wreszcie się zakończył. Jego ekipa nie ma człowieka z przodu, na którym mogliby się oprzeć. Wyglądają tak, jakby grali w dziesiątkę z pustą przestrzenią tuż przed bramką rywala.  Dimi Petratos dwoi się i troi, by zapełnić tę lukę, jedna jest ona nadto widoczna. Obraz słabości Newcastle w ataku idealnie przedstawia najlepsza ich sytuacja do zdobycia gola. Petratos wrzucił w pole karne, a tam w kompletnym chaosie Jason Hoffman posłał z trzech metrów piłkę wprost w Eugene’a Galekovicia. Z pięknie grających rok temu Jets niestety nie pozostało wiele.

Piękna gra mogłaby być czynnikiem przyciągającym na AAMI Park kibiców City, lecz wobec zamieszania wewnątrz zespołu fani postanowili zaprotestować. Naa obiekcie pojawiło się ich raptem niewiele ponad 6 tysięcy, a przez pierwsze 23. minuty (23 to numer na koszulce zawieszonego Bruno Fornaroliego) nie dopingowali oni swoich ulubieńców. Problem z przekazem dla kibiców mają również sami PRowcy, którzy do tej pory nie wystosowali jakiegokolwiek oświadczenia w sprawie Urugwajczyka. Nakazali też cenzurować operatorom Fox Sports obraz pokazywany na telebimach stadionu tak, by nie pokazywać ujęć napastnika siedzącego na trybunach, choć w samej telewizji można było zobaczyć napastnika spokojnie popijającego wodę. W City mają więc albo genialny, acz niezrozumiały na zewnątrz pomysł jak wyjść z impasu, albo wszyscy doszczętnie tam zwariowali.


Momenty kolejki

  • Zamieszanie nad nieprzytomnym Stefanem Maukiem


  • Bramka kolejki


  • Asysta kolejki


  • Obrona kolejki

Jamie Young po sześcu kolejkach zajmuje drugą pozycję pod względem obronionych strzałów (22) wśród bramkarzy A-League. W starciu z Adelajdą mocno pomógł przy drugiej bramce Hallorana, gdy prostopadłe podanie po ziemi podstawił prosto pod nogę pomocnika, ale już przy kolejnym jego strzale zdołał zmienić tor lotu piłki.


Skill kolejki


  • Fail kolejki


Podsumowanie 6 kolejki

Najwięcej sytuacji bramkowych: 21 (Adelaide)

Najszybsza bramka: Riley McGree (City) – 2′ minuta

Najpóźniej zdobyta bramka: Terry Antonis (Victory) – 83′ minuta

Nietypowa statystyka: Perth Glory strzeliło pierwszego gola w każdym z pięciu poprzednich meczów w sezonie. Żaden inny zespół nie miał podonej statystyki.

Największa frekwencja: 19,556 (Marvel Stadium, Melbourne)

Najmniejsza frekwencja: 4,829 (Westpac Stadium, Wellington)

Najlepsi strzelcy:

  • 6 – Adam le Fondre (Sydney FC)
  • 5 – Adam Taggart (Brisbane)
  • 4 – Andy Keogh (Glory), Chris Ikonomidis (Glory), Keisuke Honda (Victory)
  • 3 – Craig Goodwin (Adelaide), Oriol Riera (Wanderers), Terry Antonis (Victory)

Najlepsi asystenci:

  • 3 – Keisuke Honda (Victory), Milos Ninkovic (Sydney FC), Craig Goodwin (Adelaide)
  • 2 – Rhyan Grant (Sydney), Dimitri Petratos (Jets), Michael Marrone (Adelaide), Neil Kilkenny (Perth), Ola Toivonen (Victory), Chris Ikonomids (Glory), Terry Antonis (Victory)

Jedenastka kolejki:

Liam Reddy (Perth Glory), Matt Millar (Central Coast Mariners), Thomas Deng (Melbourne Victory), Andrew Durante (Wellington Phoenix), Keisuke Honda (Melbourne Victory), Isaias (Adelaide United), Luke Brattan (Melbourne City), Terry Antonis (Melbourne Victory), Ben Halloran (Adelaide United), Ola Toivonen (Melbourne Victory), Matt Simon (Central Coast Mariners)

Trener: Kevin Muscat (Melbourne Victory)

Zdjęcie: theaustralian.com.au

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *